| < Październik 2007 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
statystyka
środa, 31 października 2007

Więc oto jestem, komputer nie mój, łącze nie moje, życie też nie do końca oryginalne.

Są takie imprezy na których budzisz się pijany. Nie pamietasz skąd jesteś i jak sie nazywasz. Telewizor już za oknem, ale żadna fajna małolata nie zrobi ci laski, bo to po prostu nie twój dzien. Czekasz więc chociaż na jakies intelektualne wydarzenie. Byłoby nim upicie sie, ale coś czujesz, że masz to już za soba. Świadczą o tym zapchany kibel i krzywo patrzacy na ciebie ludzie, a także fakt, że czujesz się jakby ktoś cię właśnie wyciągnął z pralki.

Otwierasz piwo. Siódme? Ósme? Piętnaste? Jedyne czego pragniesz to odezwać sie do kogoć inteligentnie i dać mu znać, że twoje zwoje mózgowe wciaż działają. Ale chuj. Wszystkie ludzkie istoty wokół ciebie przemieniaja sie nagle w zakochane w przebojach z lat 80tych zombie. Oto bowiem okazuje się, że wciaż na czasie są wszystkie beznadziejne hymny lat przeszlych. Debil z gitarą nie ma pojecia o chwytach i muzyce, ale nie ma to znaczenia dla nawalonych intelektualistek, dla których jego zakłamane struny są wyrocznią prawdy. Słuchasz więc całej litanii beznadziejnego rocka, zaczynającej się od Hey i Varius Manx, a kończacej na Dżem i Lady Punk. Powiedz, że jesteś w beznadziejnie przejebanym, rockowym piekle, a nie będziesz nawet blisko tego uczucia, które mam, kiedy tu jestem. Pierdolę! Gdzie tu zaruchać?

Porządną imprezę zawsze poznawalem po nawalonej nimfomance w ktoryms z pokoi ustawionej na status "dostępna". Ale tu takiej nie ma! Żeby zaruchać musisz znać przynajmniej 3 zwrotki najwiekszego przeboju Hey, a ja nawet nie wiem, która pizda jest ich wokalistką. Nosowska? Pierdolę Nosowską! Nie mam tu szansy nawet na mały blow job.

Give me a beer! Siedzę w pokoju, koło mnie Ona, trochę pijana, zajebista, miliony lat świetlnych przed Martą, ładniejsza, inteligentniejsza i pewnie lepsza w łóżku, zajęta przez faceta którego szanuję, wię szanse na seks równe zero. Piszę więc do Marty (to jak wyrok), pierdolę jej okres, chcę odwiedzić ją o 4 rano i zaruchać. Zgadza się, szczęsliwa, że pamietam, że istnieje, podobno nie nazywa się Marta, ale nie zamierzam doczytać smsa do końca. Skąd pomysł, że obchodzi mnie jak się nazywa? Wspólny syf daje nam poczucie jednosci. Przecież nie zarażę jej czymś czym ona zaraziła mnie jako pierwsza. Gdańsk to takie piękne miasto, gdzie można się poruchać nawet w zsypie na śmieci, do tego w najdluższym budynku mieszkalnym w Europie.

Gdybym chciał moje życie byłoby zupelnie inne. Problem w tym, że nic nie robię, udając, że mam to głeboko gdzieś, że nie chodzi o to, żeby było inaczej, a jedynie o to, żeby sie spuścić za darmo i nawalić za niewiele więcej. Udaję, bo tak łatwiej. A tym którzy mówią, że nie chcę wepchnąć to optymistyczne kłamstwo głęboko w dupę. IM. Tym wszystkim zakochanym w nastoletnich, ogniskowych piosenkach idiotom, nazywajacych siebie grajkami, gitarzystami, romantykami, po prostu debilami. Kurwa! Jak możesz dobrze się bawić brzdąkając Metallice? Ile warta jest laska z twoim fiutem w ustach, jeżeli stanął ci na dzwięk Wilków? Wal sie. Nienawidzę tego co robisz z muzyką, którą kocham. Nienawidzę lasek, które na ciebie lecą, choć pragnę by obciągneły mi tak dobrze jak tobie. Ale wiedz, że już nigdy nie połknę twojej spermy, bo jest ona rozcienczona - przez niedobór alkoholu; przez zbyt małą liczbę alkoholowych, pojebanych motywow, za które kocham swoje zycie, a które ty zawsze omijałeś z daleka; przez rockowe hity z drugiej ręki, o których nie chce mi się już pisać; przez twoje JA, które jest tak żalosne jak moje życie, ale oboje nie potrafimy się do tego przyznać.

Pierdol mnie. Tak jak ja pierdolę się co dzien. Amen.

poniedziałek, 29 października 2007

Napisałem to jakiś czas temu (z 6 lat będzie), ale dzisiaj sobie o tym przypomniałem, a jako, że strasznie boli mnie głowa i nie mam ochoty pisać o tym jak chujowy jest świat, bo właśnie fizycznie to odczuwam, to wrzuce coś takiego. A co mi tam...

"Klan"

piosenka "Życie jest nowelą"

odcinek 54903.

gościnnie występuje Mareczek

 

Xawier- stryjeczny brat, byłego kolegi przyjaciela Jacka- dowiaduje się, że jest chory na raka mózgu . Pozostał mu miesiąc życia. Jacek jest zrozpaczony. Dorota zrzuca habit i zatrudnia się jako striptizerka w barze go-go po to, by zarobić na psychiatrę, dla swojego wieloletniego kochanka- psychiatry, doktora Rafalskiego. Jest mu to winna, po tym jak Rafalski wyleczył ją z nimfomanii.

Pani Stenia sprząta kuchnię.

Pani Stanisława chce ustawić radio i przez przypadek wysłuchuje tajnej wiadomości księdza Rydzyka skierowanej do zakonspirowanych współpracowników rosyjskiego wywiadu. Okazuje się, że Agnieszka pracuje dla Moskwy. Michał prowadzi kolejny odcinek swojej audycji radiowej- "Czwarta liga azejberdżańska koszykówki niepełnosprawnych kobiet".

Pani Stenia sprząta toaletę.

Jerzy zostaje aresztowany. Okazuje się, że pieniądze ze spadku zainwestował w kolumbijski kartel narkotykowy. Jego obrony podejmuje się Mareczek- były więzień i sanitariusz z serialu "Na dobre i na złe".

Pani Stenia sprząta duży pokój.

Darek wychodzi do pracy. Czesia- jego żona- ma złe przeczucia, ale nic nie mówi.

Grażyna i Rysio postanawiają zaadoptować kolejne upośledzone dziecko. Do Dorotki (paraliż nóg), Maciusia i Piotrka (zespół Downa), Hani i Gosi (zapalenie opon mózgowych) niedługo dołączy Jadzia (zniekształcenie czaszki).

Pani Stenia sprząta sypialnię.

Paweł jest świadkiem wypadku samochodowego. Kierowca ucieka. Paweł, pomimo braku narzędzi, sali i jakiejkolwiek pomocy postanawia na miejscu przeprowadzić operacje na otwartym sercu i ratuje życie dwunastoletniej dziewczynce. Krystyna w tym czasie podejrzewa Pawła o romans.

Okazuje się, że kierowcą samochodu był Darek. Chłopak podejrzewa, że Paweł go rozpoznał i postanawia uciec do Argentyny.

Xawier dowiaduje się, iż istnieje dla niego szansa. Musi się poddać skomplikowanej operacji kolana, którą przeprowadzić potrafią jedynie amerykańscy specjaliści.

Pani Stenia sprząta piwnicę.

Nadchodzi wieczór i wszyscy zbierają się w domu Lubicza Seniora. Szykują przyjęcie niespodziankę dla Eli z okazji Dnia Aptekarza i 23 i 3/7 jubileuszu jej pracy.

Pani Stenia odkurza, w czym pomagają jej wszyscy zgromadzeni.

Pani Stanisława uważnie obserwuje Agnieszkę. Dziewczyna domyśla się, że Pani Stanisława wie.

Jerzy (który został zwolniony za kaucją wynoszącą 28 tysięcy lirów) w końcu przyprowadza Elę. Zapala się światło i wszyscy krzyczą: "Niespodzianka!"

Ela umiera na zawał.

 

koniec

napisy i piosenka "Życie jest nowelą"

 

Pytanie na dobranoc: Dlaczego aktorki porno są takie brzydkie?

 

No i kurwa stało się. Bóg nienawidzi mnie bardziej niż wszystkich. Pierwsza  pozytywna recenzja mojego wpisu, którą nota bene miałem mieć w dupie, a nie mam,  a wraz z nią link do bloga Kominka i załamka. Nienawidzę wielu ludzi, ale od dziś Kominek jest na szczycie tej listy - to prawdziwe osiągnięcie, bo nawet go nie znam.

Po przedwczorajszej imprezie pozostał straszny syf - muszę iść do lekarza. Takie już moje kurewskie szczęście, że jak w końcu załapię się na jakąś kolejkę, to okazuje się, że to najbardziej zabójczy rollercoster na Wschodnim Wybrzeżu, ostatnio przeglądany w pięknych latach 60-tych przez dwóch naćpanych techników, który, tak się składa, wylatuje na drugim zakręcie z torów. W takich chwilach czekasz tylko na kolejną katastrofę, bo jak wiadomo nieszczęścia chodzą parami. Mogę się założyć, że laska jest w ciąży (Czy choroby weneryczne przechodzą na dzieci? Trochę przejebane urodzić się z grzybem, czy jakąś inna kiłą)

Ale whatever. Pani Gronkiewicz- Waltz wypowiadała się dzisiaj w TVP Info (formally known as TVP3) na temat stadionu narodowego, który ma być poza miastem, bo w mieście to nie wypada i inne europejskie stadiony budowane są poza miastami. Mądre słowa, ale politycy z PO nie byliby sobą, gdyby każdej inteligentej uwagi nie pogonili jakimś debilizmem. Zaraz więc panią HGW oburzyła sugestia pani Jakubiak (minister kurwa sportu, z zawodu sekretarka, największy kadrowy sukces PIS'u), że można by się zastanowić nad sensem budowania w Wawie dwóch stadionów - Narodowego i Legii. Nie no, kretynizm czystej wody, jak ktokolwiek mógł pomyśleć, że Świetlane Miasto Warszawy (jeżeli jesteś warszawiakiem zajmujesz wysokie miejsce na mojej Liście Nienawiści) może nie mieć kurwa stadionu dla każdej drużyny! Przecież Legia, reprezentacja i Polonia to firmy międzynarodowe, którym należy się oddzielna murawa, a nie jakieś popierdółki w stylu AC Milan i Inter Mediolan nie? Polskę stać na 2 nowe stadiony w Wawie, tak jak stać nas na wszystko, nawet na rozpieprzenie EURO.
 
Pierdolimy jednak stadiony, autostrady, polityków, lewicę (a tą pierdolimy specjalnie, głosowaliśmy bowiem na nią a ona teraz pragnie się rozpaść), prawicę, demokratów, liberałów, HGW, JPII, HWDP, Pawlaka, Tuska, Kaczyńskiego. Dzisiejszy wpis jest dedykowany Kasi, którą znałem kiedyś z windy, ale niczym mnie nie zaraziła, a której rozjaśniłem dzień spędzany w szkole, swoim inteligentnym poczuciem humoru, którego próbkę zaprezentowałem wczoraj.
 
Droga Kasiu, wiem jak chujowo jest w polskiej szkole.
 
Problemy są dwa - pierwszy z nich to uczniowie, czyli małe, skretyniałe darmozjady, które krążą dokoła, pieprząc się, zachodząc w ciążę, ćpająć i chlejąc, ciesząc się z życia i zmierzając do samozagłady, zapominając, że jedynym ich życiowym osiągnięciem było uniknięcie aborcji i nieszczęśliwego wypadku w dzieciństwie. Tym pasożytom wydaje się, że są czegoś warte i coś im się należy (od tego społeczeństwa na które nie dały jeszcze ani złotówki), wrzeszczą więc, biegają i robią wszystkie te rzeczy o których pisałem powyżej, nie przejmując się, że przeszkadzają normalnym spokojnym, obywatelom samym swoim istnieniem i bezczelnie istniejąc dalej. Jest na nie kilka dobrych sposobów - Cyklon B, eutanazja, Columbine i inne takie, niestety większość z nich została zakazana przez Konwencję Genewską.

Drugim problemem polskiej szkoły sa nauczuciele - czyli banda debili, którym wydaje się, że coś wiedzą, pieprzą więc w kółko te same farmazony i narzekają, że społeczeństwo ich nie poważa. Znam kilku nauczycieli - większość z nich to zapatrzone w siebie fiuty, których największymi osiągnięciami są osiągnięcia ich uczniów, tych molestowanych, zidiociałych szkodników, na których cały czas narzekają. Prawdziwy polski nauczyciel jest zblazowany i znudzony, pieprzy dyrdymały i w kółko się powtarza, w pierwszym roku praktyki zawodowej odkrył bowiem, że posiada jakąś intylektualną przewagę nad swoimi uczniami, wykorzystuje ją teraz by tępić nastoletni debilizm. Polski nauczyciel jest zapatrzonym w siebie narcyzem, który chciałby być przedstawicielem prawdziwej polskiej inteligencji, ale za mało zarabia, a nie potrafi nawet porządnie zastrajkować (czym jest porządny strajk uczą nas górnicy regularnie palący Warszawę i wygrywający wszystkie swoje postulaty).

Gdyby wyeliminować te dwa problemy polskiej szkoły - uczniów i nauczycieli - mielibyśmy najlepszy, najwydajniejszy i najtańszy system edukacji na świecie, i zazdrościłyby nam go takie tuzy jak UK czy USA, a czyż nie o to chodzi, żeby wszyscy nam wszystkiego zazdrościli, bowiem sami nie potrafimy się z niczego cieszyć?

Kończę, bo idę do lekarza, mam nadzieję, że nic mi nie odpadnie, bo mimo wszystko lubię to co mam, choć strasznie tego mało. No i niestety dowiedziałem się jak mała miała na imię i nie było to wcale "bleee" i "skończ we mnie", co wydawało mi się dosyć oryginalne, a przez moment nawet zabawne (rozjaśniłaś więc Moja Droga, moją smutną egzystencję choć na moment). Teraz jest już tylko szarą, przecientną Martą Bez Orgazmu (choć podejrzewam, że za 2 tygodnie zmieni nazwisko na Martę Bez Okresu). No ale przynajmniej zamoczyłem!
niedziela, 28 października 2007
Czyli nieskromnie zaczepnąłem tytuł pierwszej notki, od najlepszej książki, jaka się nigdy nie ukazała, najlepszego nieistniejącego pisarza Hanka Moody'ego.

Kilka zasad na początek:


1. To mój blog.

2. TO MÓJ BLOG.

3. W dupie mam komentarze i komentujących. A jeżeli nie mam cię w dupie, to albo jesteś dla mnie kimś ważnym, więc witaj, albo jesteś za duży żeby tam wejść.

4. Jeżeli zdaje ci się, że w tym blogu znajdziesz moje życie, to jesteś w błędzie.



Wiec zaczynamy.

Pisanie bloga kojarzy mi się jak najgorzej. To najtańsza forma pornografii - zapraszanie ludzi do swojego życia i robienie z tego pieprzonego wydarzenia. Nie mam zamiaru tego robić, ale kurwa - znacie mnie, ciężko mi oddzielić swoje życie od swojej twórczości. Ten blog nie jest moim życiem, nie będzie miał z nim nic wspólnego, choć będzie się o nie ocierał. To po prostu jakaś trochę rozpaczliwa próba pisarska. Bo ostatnio piszę. Całkiem niemało biorąc pod uwagę fakt, że napisanie 100 stronicowej ksiązki zajęło mi cholerne 2 lata, jest tak kiepska, że nikt nie chce jej wydać, a ja mam jej tak dość, że nie czytam już nawet zawartego w niej pornola. Kapuściński (ten współpracujący z SB, mocno zakłamany ideał autokreacji, który, tak się złożyło, był pieprzonym Najlepszym Reportażystą Świata) twierdził, że każdego dnia trzeba się przełamać i napisać coś, chociaż kilka zdań, żeby nie stracić serca. Więc co mam robić? Posłucham go, bo przecież chce pisać, i ta chęć to jedyna sensowna chęć w moim życiu na obecnym jego etapie (seks z kimolwiek płci przeciwnej się nie liczy).



Impreza wczoraj i pierwsze kłamstwo - telewizor lecący przez okno, trzykrotna wizyta glin, rzyganie przez balkon i jakaś Nikt Kurwa Nie Wie Skądsiębiorąca Nastolatka robiąca laski w kiblu w zamian za alkohol i trzymanie włosów w trakcie rzygania. W samym środku tego bajzlu ja. Starający się powstrzymać kumpli przed najgłupszymi motywami jakie przychodzą im do głowy (typu malowanie kafelków w kuchni), nawalony jak Kwaśniewski, odbierający otoczenie na zasadzie - tutaj nie rzygaj, tu śpisz, tam możesz, tam śpi koleżanka. W takich momentach skazany jestem na pewne odruchy - niektóre złe inne gorsze. Zły odruch - pij więcej, jesteś jeszcze trzeźwy - to prosta droga do utraty przytomności. Gorszy - gówniara w kiblu to jednak przedstawicielka płci przeciwnej - to prosta droga do syfa. I kiedy tak stoję orientuję się, że przecież o to właśnie chodziło nie? Oto jestem na szczycie góry swoich marzeń. Otoczony kumplami, łatwym seksem, drogim alkoholem i własnym (w miarę) mieszkaniem. Zadowolony z siebie bubek, któremu ciężko przyznać się, że jedyne życiowe osiągnięcie - studia które lubi - zawdzięcza wszystkim, tylko nie sobie.

To nie jest moment pieprzonej kosmicznej nirvany, jakiej się spodziewałem wyobrażając sobie tę chwilę. To raczej samotny moment pogodzenia się z żałosną informacją, że chodziło właśnie o to, i że nic więcej już nie będzie. Żadnych Tokelau, żadnej miłości, żadnej pracy którą lubię i zero ograniczania głodu na świecie. Bądź szczęśliwy, bo bardziej już nie będziesz, a jak nie potrafisz, to po prostu zamknij ten cholerny kibel i zrób swoje, bo przecież trzymałeś jej te włosy przez ostatnie 15 minut, i wcale nie robiłeś tego z dobroci serca.

Więc co zrobiłem?

Pieprzę. Pokutowałem dziś przez 2 godziny grając w Scrabble (jak to się kurwa pisze?). Co za jełop wymyślił tę torturę, grę przypominającą powolne staczanie się do piekła. 7 literek, ty i twój parujący, skacowany mózg zastanawiający się czy istnieje słowo zaczynające sie na "zgfą". I nawet pogadać nie ma jak, bo każda twoja myśl zaczyna się na z, a kończy na t, a ty usiłujesz wcisnąć do niej wysoko punktowane ź.

I tak lepsze to niż poprzedzająca wizytę podróż tramwajem, zatłoczonym, pełnym przepoconych ludzi, metalowym cygarem, które było szczytem techniki tuż po tym jak wyginęły dinozaury.

I nawet Moody'ego nie można obejrzeć, bo wciąż nie ma polskich napisów do najnowszego odcinka, o czym przekonuję się zaraz po tym jak klnąc na czym świat stoi uda mi sie znaleźć ten cholerny x przy reklamie zasłaniającej całą stronę! Pozostają tylko smutne gadu - gadowe rozmowy, ze sztucznymi, zakodowanymi ludźmi, których nie znam i ich emotikonkami udającymi mimike schorowanego dziecka. I pisanie bloga - rzecz tak urzekająco żałosna jak wyrzygany na chodniku wizerunek Jezusa.



Tymczasem dobranoc. Jutro też jest dzień, a kolejnych 25 tysięcy ludzi umrze z głodu.