| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
statystyka
niedziela, 28 października 2007
Czyli nieskromnie zaczepnąłem tytuł pierwszej notki, od najlepszej książki, jaka się nigdy nie ukazała, najlepszego nieistniejącego pisarza Hanka Moody'ego.

Kilka zasad na początek:


1. To mój blog.

2. TO MÓJ BLOG.

3. W dupie mam komentarze i komentujących. A jeżeli nie mam cię w dupie, to albo jesteś dla mnie kimś ważnym, więc witaj, albo jesteś za duży żeby tam wejść.

4. Jeżeli zdaje ci się, że w tym blogu znajdziesz moje życie, to jesteś w błędzie.



Wiec zaczynamy.

Pisanie bloga kojarzy mi się jak najgorzej. To najtańsza forma pornografii - zapraszanie ludzi do swojego życia i robienie z tego pieprzonego wydarzenia. Nie mam zamiaru tego robić, ale kurwa - znacie mnie, ciężko mi oddzielić swoje życie od swojej twórczości. Ten blog nie jest moim życiem, nie będzie miał z nim nic wspólnego, choć będzie się o nie ocierał. To po prostu jakaś trochę rozpaczliwa próba pisarska. Bo ostatnio piszę. Całkiem niemało biorąc pod uwagę fakt, że napisanie 100 stronicowej ksiązki zajęło mi cholerne 2 lata, jest tak kiepska, że nikt nie chce jej wydać, a ja mam jej tak dość, że nie czytam już nawet zawartego w niej pornola. Kapuściński (ten współpracujący z SB, mocno zakłamany ideał autokreacji, który, tak się złożyło, był pieprzonym Najlepszym Reportażystą Świata) twierdził, że każdego dnia trzeba się przełamać i napisać coś, chociaż kilka zdań, żeby nie stracić serca. Więc co mam robić? Posłucham go, bo przecież chce pisać, i ta chęć to jedyna sensowna chęć w moim życiu na obecnym jego etapie (seks z kimolwiek płci przeciwnej się nie liczy).



Impreza wczoraj i pierwsze kłamstwo - telewizor lecący przez okno, trzykrotna wizyta glin, rzyganie przez balkon i jakaś Nikt Kurwa Nie Wie Skądsiębiorąca Nastolatka robiąca laski w kiblu w zamian za alkohol i trzymanie włosów w trakcie rzygania. W samym środku tego bajzlu ja. Starający się powstrzymać kumpli przed najgłupszymi motywami jakie przychodzą im do głowy (typu malowanie kafelków w kuchni), nawalony jak Kwaśniewski, odbierający otoczenie na zasadzie - tutaj nie rzygaj, tu śpisz, tam możesz, tam śpi koleżanka. W takich momentach skazany jestem na pewne odruchy - niektóre złe inne gorsze. Zły odruch - pij więcej, jesteś jeszcze trzeźwy - to prosta droga do utraty przytomności. Gorszy - gówniara w kiblu to jednak przedstawicielka płci przeciwnej - to prosta droga do syfa. I kiedy tak stoję orientuję się, że przecież o to właśnie chodziło nie? Oto jestem na szczycie góry swoich marzeń. Otoczony kumplami, łatwym seksem, drogim alkoholem i własnym (w miarę) mieszkaniem. Zadowolony z siebie bubek, któremu ciężko przyznać się, że jedyne życiowe osiągnięcie - studia które lubi - zawdzięcza wszystkim, tylko nie sobie.

To nie jest moment pieprzonej kosmicznej nirvany, jakiej się spodziewałem wyobrażając sobie tę chwilę. To raczej samotny moment pogodzenia się z żałosną informacją, że chodziło właśnie o to, i że nic więcej już nie będzie. Żadnych Tokelau, żadnej miłości, żadnej pracy którą lubię i zero ograniczania głodu na świecie. Bądź szczęśliwy, bo bardziej już nie będziesz, a jak nie potrafisz, to po prostu zamknij ten cholerny kibel i zrób swoje, bo przecież trzymałeś jej te włosy przez ostatnie 15 minut, i wcale nie robiłeś tego z dobroci serca.

Więc co zrobiłem?

Pieprzę. Pokutowałem dziś przez 2 godziny grając w Scrabble (jak to się kurwa pisze?). Co za jełop wymyślił tę torturę, grę przypominającą powolne staczanie się do piekła. 7 literek, ty i twój parujący, skacowany mózg zastanawiający się czy istnieje słowo zaczynające sie na "zgfą". I nawet pogadać nie ma jak, bo każda twoja myśl zaczyna się na z, a kończy na t, a ty usiłujesz wcisnąć do niej wysoko punktowane ź.

I tak lepsze to niż poprzedzająca wizytę podróż tramwajem, zatłoczonym, pełnym przepoconych ludzi, metalowym cygarem, które było szczytem techniki tuż po tym jak wyginęły dinozaury.

I nawet Moody'ego nie można obejrzeć, bo wciąż nie ma polskich napisów do najnowszego odcinka, o czym przekonuję się zaraz po tym jak klnąc na czym świat stoi uda mi sie znaleźć ten cholerny x przy reklamie zasłaniającej całą stronę! Pozostają tylko smutne gadu - gadowe rozmowy, ze sztucznymi, zakodowanymi ludźmi, których nie znam i ich emotikonkami udającymi mimike schorowanego dziecka. I pisanie bloga - rzecz tak urzekająco żałosna jak wyrzygany na chodniku wizerunek Jezusa.



Tymczasem dobranoc. Jutro też jest dzień, a kolejnych 25 tysięcy ludzi umrze z głodu.

 
1 ... 66 , 67 , 68 , 69