statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Tomek czyta Wiedźmina, odcinek 4 - "Wiedźmin"

Rozczarowany „Okruchem lodu” miałem pisać o „Wiecznym ogniu” - że fajny, ale... Ale z rozpędu przeczytałem „Wiedźmina” i zorientowałem się, że Sapkowski żadnej taryfy ulgowej nie potrzebuje. Bo, jak mu się chce, to naprawdę dobry z niego pisarz. Dlatego, choć dzisiaj napiszę o „Wiedźminie”, gotujcie się już na średnio pochlebną notkę o „Wiecznym ogniu”, wcale nie takim fajnym, jakby się wydawało (i jak go zapewne zapamiętaliście).

wiedzmingeralt

„Wiedźmin” to po prostu kawał dobrego opowiadania fantasy i wcale mnie nie dziwi, że Sapkowski otworzył sobie tym tekstem wrota do wielkiej literackiej kariery. Nawet czytany trzeci czy czwarty raz (jestem tak stary, że nie jestem pewien, ile razy je wchłonąłem), wciąż bawi i zaskakuje. I oczarowuje świeżością (włażenie do sarkofagu, żeby nie dostała się do niego strzyga? ekstra pomysł!).

Najlepiej oczywiście wychodzi główna postać. Geralt nie jest jeszcze emo-nastolatkiem filozofującym o Mniejszych Złach, granicach możliwości i okruchach lodu, ale zakapiorem i profesjonalistą, który morduje trzech ludzi tylko po to, by się popisać, a próbującego obalić króla cwaniaka poświęca w charakterze żywej przynęty. I, inaczej niż w „Granicach możliwości”, nie kłóci się to z wygłaszanym później monologiem o ratowaniu zagrożonych gatunków smoków – bo po prostu go nie ma.

Geralt jest też wiedźminem – co może się wydawać oczywiste, ale po dwóch tomach opowiadań, pięciu tomach sagi i trzech grach wcale takie nie jest. Bo przecież z czasem Geralt wyewoluuje w mutanta, odszczepieńca, domorosłego czarownika, bawidamka, żigolaka, polityka, najemnika i wiejskiego superbohatera, ratującego maluczkich przed wszelkim zagrożeniem. No więc tutaj jeszcze do tego nie dochodzi. Wiedźmin jest wiedźminem i zajmuje się przede wszystkim wiedźminieniem. A nawet kiedy wiedźminieniem się nie zajmuje, tylko, na przykład, morduje ludzi w knajpie, to po to, by się zareklamować jako lepszy wiedźmin. Warto też zauważyć, że tematem opowiadania jest potwór, którego trzeba ubić lub odczarować i tego się Sapkowski trzyma. We wstępie dowiadujemy się, co to za potwór, w rozwinięciu obserwujemy walkę z maszkarą, a w zakończeniu widzimy ją odczarowaną (a wiedźmina ubitego). Proste.

Podoba mi się też, jak Sapkowski tworzy postaci drugoplanowe. Foltesta buduje w zasadzie jednym zdaniem, gdy w przypływie szczerości król zadaje smutne pytanie, czy kazirodczy charakter jego związku mógł mieć wpływ na klątwę wiszącą nad córką. A Velerada tworzy z monologów na temat strzygi – udaje się w tej scenie jednocześnie zbudować postać i opowiedzieć historię królewny i okolic.

Jest też „Wiedźmin”, jak na Sapkowskiego, zaskakująco zwarty. Niewiele tu brnięcia w dygresje, bardzo mało popisywania się formą, a i nawiązania do słowiańskich baśni podsunięte są jakby subtelniej – z wiarą, że czytelnik sam je wyłapie i nie trzeba mu ich wciskać przez gardło. Jak, na ten przykład, okruchów lodu.

Na marginesie:

Geralt z Jebakolandii nie zalicza w tym odcinku, więc w wydaniu książkowym Sapkowski dopisał scenę seksu otwierającą cały tom, a będącą wprowadzeniem do poszatkowanego "Głosu rozsądku". Pada w niej zgrabne "Zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział" - co jest chyba najfajniejszych opisem wzwodu, jaki czytałem.

Ilustracja: Jako, że "Wiedźmin" budzi we mnie tylko ciepłe emocje, to obrazuję najlepszym zwiastunem do "Wiedźmina 3" - robi go nie tylko muzyka Bena Howarda, ale i pokazywana w nim prawda (tak, "Wiedźmin 3" to przede wszystkim gra o jeżdżeniu na koniu po świecie)

wtorek, 28 lipca 2015, taqwa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: guton, 188.116.35.*
2015/09/07 14:28:50
"gotujcie się już na średnio pochlebną notkę o Wiecznym ogniu"... no więc jesteśmy ugotowani i czekamy :)
-
2015/10/06 09:00:57