statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Tomek czyta Wiedźmina, odcinek 1 - "Mniejsze zło"

Więc, zainspirowany 162 godzinami w "Wiedźminie 3", postanowiłem wrócić do prozy Sapkowskiego - sprawdzić, jak po tych 20 latach bronią się książki, które, było nie było, stworzyły nastoletniego Tomka w równym stopniu co DragonLance, Plaescape, pisanie emo-opowiadań, wina za 2,99 zł, glany noszone w środku lata i masturbacja przez łzy. Na pierwszy ogień poszły opowiadania, bo, jak mawiał Michał Piwowarczyk (taki mój ziom, nie kojarzycie): "Sapek najlepiej sprawdzał się w opowiadaniach"wiedzminKOMIKS

"Mniejsze zło" zapamiętałem jako najlepsze opowiadanie Sapkowskiego. Bo przecież i parodia "Królewny śnieżki i siedmiu krasnoludków" i "rzeźnik z Blaviken" i, och, jakie poważne problemy etyczne, czy istnieje mniejsze zło i większe zło, czy nie, kto to wie, na pewno nie 15-letni ja. Dzisiaj rzecz wypada słabo. Zaczyna się bardzo spoko. Rozmowa z czarodziejem zaskakująco dobrze napisana, prawie już zapomniałem, że Sapek radzi sobie z dialogami całkiem zgrabnie. Pomysł, by zamykanie księżniczek w wieżach wykorzystać do celów politycznych - błyskotliwy. Ale od wyjścia Geralta z wieży wszystko się raczej sypie. Najbardziej rozczarowała mnie oczywiście rozmowa z Dzieżbą/Renfri - całe to gadanie o Większym Złu i Mniejszym Złu (od wielkich liter, bo przecież to Ważne Sprawy) wypada na maksa sztucznie i pretensjonalnie. Dorośli ludzie tak nie rozmawiają, pokazał to George R.R. Martin w "Grze o tron". Dorośli ludzie mówią normalnie, bez tego nastoletniego zadęcia. Załamanie Renfri ("Zimno mi Geralt") to już scena zupełnie bezsensowna, rozwalająca postać, nawet trochę seksistowska, potrzeba tylko po to, by za chwilę wcisnąć dziewczynę Geraltowi do łóżka - bo przecież to takie oczywiste, że każda kobieta pakuje się wiedźminowi do łóżka, nawet jeżeli następnego dnia oboje chcą się pozabijać.

Gdy już przychodzi do samego zabijania Sapek wraca do formy. Choć przez całą rzeź zastanawiałem się, dlaczego zbóje nie rzucą się na wiedźmina na raz, tylko, niczym oddani fani Assassins Creed, podchodzą pojedynczo, dają się zasiekać i ustępują miejsca następnemu. Nie pamiętałem już, że do rzezi w zasadzie mogło nie dojść - wystarczyło, by Geralt poczekał 5 minut, zamiast od razu rzucać się z mieczem. Niemniej wciąż nie bardzo rozumiem, dlaczego Renfri czuła się tak związana z bandą bezmózgich najemników, że musiała, po prostu musiała, się dla nich zabić.

A już zupełnie absurdalna jest reakcja mieszkańców miasteczka. Owszem, może zabijanie w wykonaniu wiedźmina to nie jest jakiś piękny spektakl, ale przecież a) uratował ich czarodzieja (a z opowiadań dowiadujemy się, że taki czarodziej w wiosce, to jest poważna sprawa, za którą warto grozić wiedźminowi śmiercią - por. Okruch lodu); b) zasiekł jednak nie bandę niewinnych dziewic z drugiej c, ale agresywnych morderców, którzy cały poprzedni wieczór pili i awanturowali się w karczmie; c) skoro sprawa rozgrywała się na oczach tłumu, to ktoś powinien był dostrzec, że to jednak oni zaczęli, strzelając w Geralta bełtem

Ogólnie, jak na takiego klasyka, "najlepsze opowiadanie" i w ogóle arcydzieło polskiej fantastyki w oczach Tomka nastoletniego - szału nie ma. Takie tam 7/10, akurat do Nowej Fantastyki, cobym przekartkował, przeczytał akapit czy dwa, odłożył na później, ale nigdy nie przeczytał, bo przecież źle się czyta fikcję na kiblu

Fun fact: w serialu telewizyjnym opowiadanie zgwałcono dosyć brutalnie, wykręcając zupełnie przesłanie. Podzielono je też między dwa odcinki, więc ja tutaj linkuję do odcinka 10, ale samą walkę zobaczycie w odcinku 11 - choć, szczerze mówiąc, nie polecam, nie ma co oglądać.


sobota, 25 lipca 2015, taqwa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: