statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Ciężkie życie córki Ryby

Jestem niemal pewien, że jeżeli kiedyś zostanę ojcem córki, będzie ona najnieszczęśliwszą kobietą na świecie. Przekonany o skurwysyństwie świata i mężczyzn zamknę ją w mieszkaniu, odetnę od cywilizacji i będę indoktrynował, by została lesbijką (czym udowodnię istnienie homoseksualnej propagandy). Uwięziona, samotna i skazana na moje towarzystwo ukojenia szukać będzie w literaturze, ale i na tym odcinku zachowam czujność i karmić ją będę książkami tego mordercy Terry'ego Pratchetta. Czemu? Bo przeczytawszy "W północ się odzieję" raz jeszcze się przekonałem, że nawet trapiony Alzheimerem Pratchett pozostaje najmądrzejszym pisarzem dla młodzieży.

Tiffany Obolała karierę czarownicy rozpoczyna mając 9 lat. To wtedy mierzy się z Królową Elfów, orientuje, że nie zostanie księżniczką i ratuje chłopca dwa razy cięższego od siebie. Mając 11 lat przechodzi próby czarownic i niszczy czyste zło chcące wejść do jej głowy. Jako 13-latka tańczy z Zimą (jedyny szalony wybryk dzieciństwa), a następnie tłumaczy mu, że nie jest jego ukochaną (choć pewnie chciałaby być)… Nic więc dziwnego, że w wieku 16 lat jest już oficjalną czarownicą Kredy. Co wiąże się z tym, że praktycznie nie potrafi czarować, umie za to patrzeć na śmierć starego człowieka, pogrzebać martwy płód i znieść ludzką nienawiść.

W Świecie Dysku naprawdę czarować potrafią magowie. Wieki temu wywoływali okrutne wojny, po których niektóre rejony świata wciąż nie doszły do siebie, ale i dziś nie wahają się używać fireballi, teleportów i innych sztuczek. Stłoczeni na Niewidocznym Uniwersytecie są bandą niekompetentnych idiotów z naukowymi dyplomami. Eksperymentują i awanturują się, a kiedy już wyruszają by ratować świat, to najczęściej pchają przed sobą Rincewinda, największego tchórza Dysku.

Utalentowane magicznie czarownice wiedzą, że prawdziwa sztuka polega na tym, by nie musieć magii używać. Dlatego opiekują się biednymi i słabymi, a kiedy ich ziemi coś zagraża biorą się do roboty i przeganiają to coś. Pewnie, magowie też powiedzieliby, że pomagają ludziom (wszak budują HEX-a!), ale Pratchett bardzo słusznie zauważa, iż męska perspektywa ogranicza się do patetycznych przemów i bohaterskich czynów (zwłaszcza umierania lub zabijania). Czarownice tymczasem wiedzą, że prawdziwa opieka to zmienianie opatrunków, dostarczanie leków, odbieranie porodów i ratowanie bitych dzieci.

Tiffany przechodzi przez tę szkołę mając 9 lat. W wieku 16 lat mierzy się z pijanym ojcem bijącym swoją ciężarną, 13-letnią córkę tak długo, aż ta poroni - potworem dużo gorszym niż wszyscy Przedwieczni razem wzięci. Najsympatyczniejszego z magów, Rincewinda, poznajemy gdy ma już kilkadziesiąt lat, a nie potrafi się nawet zaopiekować dorosłym Dwukwiatem ("Kolor magii"). To bardzo trafny obrazek tego, na ile stać przeciętnego mężczyznę i z czym codziennie musi mierzyć się przeciętna kobieta. A Tiffany nie narzeka. Wie, że nikt nie zrobi niczego za nią. I choć chciałaby, by ktoś ją zastąpił, to podwija rękawy i robi swoje. Z poczucia obowiązku. Ta obowiązkowość to najpiękniejsza cecha Pratchettowski czarownic (czasami, choć rzadko, trafia się też mężczyznom - np. Vimesowi). Podczas gdy faceci i głupcy rozprawiają o ewentualnościach i biadolą na zły los, one po prostu robią to, co musi zostać zrobione - poczynając od najprostszych rzeczy (pochowaj płód, odetnij wieszającego się bydlaka, pomóż dziewczynie zapomnieć) aż po najtrudniejsze (pokonaj Przebiegłego, uratuj dziecko z rąk Królowej Elfów).

Tiffany ma tysiące powodów, żeby rzucić to wszystko w cholerę. Rincewind na jej miejscu już gnałby na najszybszym koniu w kierunku najbliższej bramy miasta. Ale czarownice tak nie postępują. Czarownice nie zawodzą.

I tego uczy Pratchett, obowiązkowości i zdrowego rozsądku. Nie oglądaj się na innych, pomagaj, pracuj, nie słuchaj bajek. To przekłada się zazwyczaj na wiarę i marzenia. Inni mają czas by słuchać nieistniejących bogów i zastanawiać się nad ich nakazami. Czarownicom pozostaje namacalna rzeczywistość, brudne ciuchy i nieszczęśliwi ludzie. Nie mają też kiedy marzyć o królewiczach i sukniach, od tego są głupsze, ładniejsze i bogatsze dziewczyny, gardzące czarownicami tak długo, aż trzeba będzie odebrać ich poród.

Jak na książki dla dzieciaków i nastolatków, to cholernie trudna i mało atrakcyjna nauka. Pratchett mówi: nie będzie łatwo, inne dziewczyny będą miały fajniejszych chłopaków, ludzie nie będą was lubić, będziecie wycieńczone i poniewierane, o wszystko będziecie musiały walczyć, a wasze dziewczyńskie marzenia się nie spełnią. Żadnej magii, Hogwartów, zakochanych w was wampirów i piosenkarskich karier. Po stronie plusów: satysfakcja z czynienia dobra i… i to ma wam wystarczyć.

Po lekturze "Nacji" pisałem, że to być może ostatnia wielka powieść Pratchetta. W Świecie Dysku walczyłem akurat z cyklem o rewolucji finansowej i Moiście von Lipwigu, a pierdolenie o współczesnych pozerach, drukowaniu pieniędzy i powszechnych kredytach nie wychodzi Pratchettowi najlepiej. Na szczęście jest jeszcze Tiffany i choć moja przyszła córka może nie podzielać tego entuzjazmu, będzie musiała ją pokochać.

czwartek, 23 czerwca 2011, taqwa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Lou, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/06/24 09:38:36
To jak już będziesz miał córkę lesbijkę, to ja ją chętnie poznam ;-P
-
2011/06/26 00:25:26
Właściwie to wpadłem tutaj, bo 'dziwki' i 'splendor' to ostatnio dwa moje ulubione słowa, ale też trochę zacząłem czytać i już zostałem, więc szacun.
-
2011/06/26 13:56:58
Uwielbiam Pratchetta. I mimo 30tki na karku czytam go nałogowo.
Przy tym odnoszę wrażenie, że nawet dorośli ludzie powinni czasem go poczytać, dla własnego dobra...
Fakt, zdarzały mu się gorsze książki, ale znów pisze w swoim najlepszym stylu!
-
Gość: hava, *.dynamic.chello.pl
2011/06/27 22:36:09
Pstrągu, jaki Ty masz wpływ na ludzi... Np. na tego gościa, który tak lubi słowa "splendor" i "dziwki". Nie dość, że został, to jeszcze się przyznał do tego, że zaczął czytać :D