|
Blog > Komentarze do wpisu
BFK, dzień pierwszy i drugi, gorąca relacja na kacuWięc, byłem na tym Bałtyckim Festiwalu Komiksowym, w tym chujowym mieście Gdańsku, co to nawet porządnej, jednej linii metra nie ma, i trochę się z wieśniakami musiałem zadawać, ale ogólnie było nienajgorzej. Fajnie było, że było to wszystko w samiutkim centrum i nie musiałem tego chujowego miasta jakoś bardziej poznawać, oglądać, zwiedzać, bo zdzierżyć nie mogę pipidów, w których Pałac Kultury nie niszczy krajobrazu. Niedużo ludzi też było, co należy policzyć na plus, bo nie otarłem się o zbyt wielu buraków. Mogłem też dostać łatwiej autografy, ale nie dostałem, bo jakoś niespecjalnie mnie kręci stanie w dwukilometrowej kolejce do jakiegoś smutnego pana, który niczym czarny wioślarz na galerze musi narysować dwa tysiące zajebistych rysunków, bo jak jeden spieprzy, to będzie, że ma w dupie fanów. No dobra, namęczyłem Daniela i Janusza, ale to tylko dlatego, że jak już wszystkim dookoła ktoś coś podpisywał, to stwierdziłem, że siara tak nie poprosić. Spotkanie z Delisle i Lloydem troszkę rozczarowujące, choć z Delisle mniej. Panowie mówili w sumie raczej oczywistości i jakoś tak bez zaangażowania, polotu i humoru. Lloyd uwiódł mnie za to swoją smutną, bardzo normalną powierzchownością i zamiłowaniem do alkoholu, który wyrażał pijąc coś mocniejszego. Miło wiedzieć, że nie każdy geniusz musi być od razu playboyem i mega gwiazdą, przy której więdną fiuty. Za to bardzo pozytywne skojarzenia po wszystkich spotkaniach z polskimi twórcami. Okazuje się, że mamy nad Wisłą kilku zdrowych, z Warszawy pochodzących chłopców, którzy potrafią rysować, a nie tylko tego KRL-a ze wsi Olsztyn i Śledzia, który nie przyjeżdża. Moje umiejętności społeczne zostały przetestowane podczas wypasionego poczęstunku w bibliotece, gdzie jadłem kanapki na talerzykach niemal ze złota, z kulturą, bo bez stołu, w powietrzu, unosząc kulturalnie paluszek przy kawce. Spanikowałem jakoś po dorszu i wyniosłem się na schody, gdzie w samotności mogłem rozkoszować się swoją pizdowatością. Po 5 minutach otoczyły mnie tłumy i zmusili do tłumaczenia, dlaczego uważam, że posuwanie szesnastolatki w moim wieku jest ZŁE. Ale najciekawszy i tak był desant ludzi z ASP i pytania bardzo kulturalnych turystów, czy to przypadkiem nie jest jakaś impreza pięknych, młodych i bogatych, bo jeżeli tak to oni chcieliby zdjęcie jakiegoś Zagrobelnego. Był tylko Daniel, więc odmówili. Swoje lęki przełamywałem podczas imprezy w najbardziej dresiarskim klubie w mieście, w którym było tak gorąco, że musiałem chodzić z bluzą przewiązaną przy pasie (Tomek wiecznie młody). Udało się, ale oczywiście przegiąłem. Około 12 piwa przestałem liczyć kolejne, więc w zasadzie nie pamiętam jak się bawiłem. Mam szczerą nadzieję, że nikogo nie obraziłem. Niedziela też całkiem sympatyczna, tylko ludzie jakoś już nie uśmiechali się do mnie tak przyjaźnie, więc podejrzewam, że jednak spawa jakiegoś zostawiłem w ajriszu. Punktem dnia był Daniel nauczający dzieci jak rysować z takim zaangażowaniem, że ja ze swoją smutną prelekcją na sześć osób mogę się schować. Choć w zasadzie prelekcja poszła całkiem dobrze, na kacu zawsze jestem wygadany, lotny i dowcipny, Maciek i Arcz (szit mam nadzieję, że dobrze linkuję) powiedzieli, że wow, padły nawet dwa pytania, a ja przez cały wykład patrzyłem się na ładną panią w pierwszym rzędzie, mając nadzieję, że zostawi mi swój numer lub poprosi o mój, ale oczywiście ona tylko zabrała torbę, przygarnęła jakieś okoliczne dziecko, dając do zrozumienia, że to jej, uśmiechnęła się zza szyby i poszła. Ech. Na koniec wywiad z Delisle i z Najlepszym Rysownikiem W Polsce (znanym czasem jako Daniel). Z NRWP oczywiście rozmawiało mi się super, Guya zaś poraziłem swoją nieskładną angielszczyzną – muszę nieco odświeżyć język, bo niedługo będę już tylko rozumiał, a przecież chcę w Nowej Zelandii namówić kogoś na seks, a nie tylko rozumieć odmowy. Człowiekiem Imprezy miał zostać Łukasz z Motywu Drogi, który stwierdził, że jednak nie śmierdzę, ale jak mu o tym powiedziałem (że ma zostać, nie, że nie śmierdzę), to nie podniecił się wystarczająco, więc stracił okazję. Zaszczytny tytuł przechodzi zatem na Arcza – chłopaka, którego nie sposób nie lubić, i który powiedział mi, że świetnie piszę i cieszy się, że mnie poznał. Nieustannie Człowiekiem Branży Komiksowej pozostaje Daniel, człowiek tak sympatyczny, że jeżeli za kilkanaście lat będzie samotny, to ja tu oficjalnie obiecuje, że sprzedam mu własną córkę. Tylko nie będzie mógł jej powiedzieć, że razem planowaliśmy wydanie pornola. Szanse na tytuł Komiksu Imprezy ma Bez Komentarza wydane przez KG – jest ostro, porno, bezkompromisowo i niemo, więc nie będę musiał angażować szarych komórek w lekturę. Jest też seks analny z kobietą, a ostatnio tyle czytałem komiksów homiczych, że to bardzo miła odmiana będzie. Zakup Imprezy wędruje do Superman vs Aliens. Kosztowało 5 zł. Jest beznadziejne. Popkulturowe do szpiku kości. Pulpowe wręcz bym powiedział. Znów wstydzę się czytać komiks w tramwaju. Poza tym nie kupiłem nic innego, więc konkurencja niewielka. Zaskoczenie Imprezy należy się Maćkowi i innym biedakom przy moim stoliku, którzy o tym że mój pesymizm, ponuractwo i społeczne fobie to nie blogowa kreacja, zorientowali się na tyle późno, że nie mogli się już przesiąść. Edit: Tak sobie przeczytałem raz jeszcze i odniosłem wrażenie, że mi się nie podobało. A podobało mi sie bardzo! Było super, tanio, centralnie, dobrze zorganizowanie i jeszcze inne pozytywne przymiotniki. Wręcz można powiedzieć, że prawie jak w Warszawie. niedziela, 28 czerwca 2009, taqwa
TrackBack
Komentarze
2009/06/29 17:58:44
Haha, rozwaliłeś mnie tekstem "zmusili do tłumaczenia, dlaczego uważam, że posuwanie szesnastolatki w moim wieku jest ZŁE". To musi być przerażające, jak czyta o nas postronna osoba.
Tomek, to postaraj się o tę córkę, naucz ją co trzeba, porozmawiamy. Jak chcesz, mogę spłodzić syna, żebyś miał z kim na ryby jeździć. Chyba, że nie chcesz. To też mogę spłodzić córkę i się wymienimy. Jeszcze się pomyśli, jak to rozwiązać. 2009/06/30 12:25:48
Chciałabym wiedzieć, chłopcy, jak można zdobyć umiejętność spłodzenia dowolnej płci dziecka. Bo ja zamawiam same córki. Jak mi powiecie jak, to potem wam parę odstąpię.
Gość: arcz, chello089079170049.chello.pl
2009/06/30 23:49:11
Dzięki za ten zaszczytny tytuł :) A co do zakupów to może i kupiłeś tylko tego SvA, ale dostałeś też chyba sporo gratisów? :]
|
A Super/Aliens to polskie wydanie. no nie ?