statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

10 filmów, które wstydzę się lubić.


Dawno o filmach nie pisałem, a że trochę ich ostatnio oglądam to napiszę. 

Na pierwszy ogień idzie lista hańby. Każdy ją ma – filmy, które kocha, ale wstydzi się do tego przyznać przed znajomymi, żeby nie wyjść na zakochanego w kiczu idiotę, po nocach oglądającego całą amerykańską produkcję klasy D. No więc ja też takie mam i oto mój comeing out. Oto filmy, które, kiedy nie patrzycie, oglądam i sprawia mi to prawdziwą przyjemność! Jestem z tego dumny!


10. Obcy 3 – chyba najgorszy film Finchera i zdecydowanie najgorsza część trylogii Alienów (Co? Ktoś tam dokręcił jakąś czwartą część? Pierwsze słyszę… film, w którym obcego krzyżują z człowiekiem nie jest „Obcym”! Choć Winona Ryder, zna ktoś film gdzie pokazuje pierś lub dwie?). Ale przecież motyw z więzieniem jest fajny, kody kreskowe na głowach są fajne (nota bene pomysł Williama Gibsona), i obcy znów jest zabójczą maszyną do zjadania mózgów, a nie mięsem armatnim jak w dwójce. Świetny film. Nawet średnio się wstydzę, że go lubię.

9. Titanic – nie, nie płakałem na „Titanicu”. Ale to zdecydowanie najlepszy kawałek rzemiosła filmowego, jaki można zobaczyć. Wszystko jest tu dopracowane w najdrobniejszych szczegółach – dobranie aktorów, samo aktorstwo, reżyseria, zdjęcia, montaż, efekty specjalne, scenografia, kostiumy, prowadzenie akcji i budowanie napięcia, muzyka, dźwięk. To po prostu najdoskonalej zrealizowany film w historii kina. No i te ludziki spadające wzdłuż statku i zahaczające o barierkę...

8. Rambo 4 – Sly jest moim bohaterem z dzieciństwa. I jego starcze problemy tego nie zmienią. Wciąż kocham tego wielkiego misia – nawet jeżeli wygląda jakby wpierdolili mu w twarz cały zapas botoksu znajdujący się w klinikach chirurgii plastycznej zachodniego wybrzeża. Nikt z taką gracją nie morduje siepaczy służących birmańskiej juncie!

7. Filadelfia – tak, to film o gejach. I tak, uwielbiam go. Każdą scenę. Nawet tą z podnoszeniem swetra i ujawnianiem odbarwień na skórze po AIDS. I tą kiczowatą ze słuchaniem opery też. Hanks pokazuje, że potrafi być prawdziwym aktorem jeżeli zechce, a nie tylko idealnym przedstawicielem amerykańskiego społeczeństwa białych protestantów. Piosenka świetna.

6. Dziewczyna z sąsiedztwa – film o gwieździe porno (w tej roli moja przyszła żona Elisha Cuthbert), która zakochuje się w normalnym zakompleksionym chłopaku (w tej roli przyszła gwiazda poważnych filmów Emile Hirsch). Bohaterowie w międzyczasie odwiedzają targi przemysłu porno, walczą o statuetkę złotego penisa, a na końcu kręcą pornola i pieprzą się w limuzynie. Czy naprawdę muszę tłumaczyć dlaczego kocham ten film?

5. Zagubieni w kosmosie – nigdy nie przestało mnie dziwić jak często ten shit leci w polskiej telewizji. Gdybym miał być obiektywny powiedziałbym, że to jeden z najgorszych wysokobudżetowych filmów w historii Hollywood (nie zapominajcie o „Bitwie o ziemię”!). Ale kurwa nie jestem. A film ma i Gary’ego Oldmana i Williama Hurta i młodziutką Lacey Chabert i zarąbiaszczego robota i scenę z przeleceniem przez słońce i podróże w czasie i Joey’a z „Przyjaciół” i po prostu nie umiem się opanować i zawsze włączam ten cholerny telewizor.

4. Mamma Mia – mówcie co chcecie, ale po pierwsze – ABBA to wielki zespół, po drugie – Pierce Brosnan jest w tym filmie boski, po trzecie – Meryl Streep jest w tym filmie fenomenalna, niczym nowe wcielenie Barbary Streisand, a po czwarte – lubię ten film obojętne jak gejowskie się to może udawać i nie mam już się zamiaru z tego tłumaczyć. Nie ma nic dziwnego w tym, że taki stuprocentowy heteroseksualny samiec-zdobywca jak ja ogląda film, w którym kobiety śpiewają kiczowate piosenki disco z lat siedemdziesiątych tańcząc przy tym synchronicznie i niemiłosiernie fałszując. Zamknij się Bundy!

3. Żołnierze kosmosu – zanim powiecie, że to najgorszy wysokobudżetowy film science fiction w historii kina przypomnijcie sobie „Bitwę o Ziemię”. Dobrze… a teraz! Kurwa jak lubię tych ludzików rozrywanych na kawałki przez robale. Uwielbiam krwistość i kretynizm tego filmu. Jego celowe wyrzeczenie się jakiejkolwiek inteligencji. A licznik ofiar ataku obcych, który w trakcie transmisji telewizyjnej na żywo nabija niczym automat w kasynie w Vegas jest po prostu uroczy.

2. Doom – w zasadzie nie wiem dlaczego to lubię. Chyba tylko za scenę z first person perspectivem. No i jest lepszy niż „Bitwa o Ziemię”.

1. Medellin – wiem, Vincent Chase był w tym filmie tragiczny. Mówił tak, jakby ukradł hiszpański akcent Alowi Pacino z „Człowieka z blizną”, a z tą sztuczną oponką pod garniturem wyglądał jak Święty Mikołaj, który by kupić dzieciom prezenty musi wspierw opchnąć trochę cracku. Ale kurde, przecież to stary dobry Billy Walsh – pewnie, że nie w takiej formie jak w Queens Boulevard, ale wciąż widać jego geniusz. W przekombinowanych, zbyt długich ujęciach, w dziwacznych ustawieniach kamery, w fragmentarycznej strukturze, w narracji, którą trudniej pojąć niż zasady footballu amerykańskiego. Ten film zniszczono z premedytacją. Dokonano na niego zamachu. W biały dzień zamordowano arcydzieło. Najpierw swoje zrobił brak kasy, później wyżył się na nim najgorszy producent Hollywood Eric Murphy, który w LA powinien być co najwyżej flufferem, a na końcu pogrzebała go pieprzona amerykańska krytyka filmowa, która swojego czasu nie rozpoznała arcydzieła w „Czasie Apokalipsy” chociażby. A przecież zupełnie bez sensu. To trzy godziny świetnego kina, które po prostu nieco różni się od gangsterskiej papki, którą dostajemy na co dzień. 
sobota, 07 lutego 2009, taqwa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Iga, *.chello.pl
2009/02/08 00:06:16
Brakuje mi tu Plebani, którą "cenisz za rolę księdza proboszcza" :) I piętnuję Cię za Mamma Mię, auć..
-
Gość: Bundy, *.adsl.inetia.pl
2009/02/08 00:13:54
Jako komentarz niechaj będzie cytat z twojego wpisu: "Nie ma nic dziwnego w tym, że taki stuprocentowy heteroseksualny samiec-zdobywca jak ja ogląda film, w którym kobiety śpiewają kiczowate piosenki disco z lat siedemdziesiątych tańcząc przy tym synchronicznie i niemiłosiernie fałszując"; i wszystko jasne.
-
Gość: hava_nagila, *.chello.pl
2009/02/08 12:57:55
Nobody is perfect ;)
-
Gość: Keyser, *.chello.pl
2009/02/21 17:43:11
no tak, ale zanim zniszczyła go amerykańska krytyka został wygwizdany w cannes...Z mamma mia przegiąłeś stary na maksa. W filmie coś się działo tylko jak na ekranie pojawiało się trzech domniemanych ojców (pod warunkiem, że nie śpiewali). Kiedy ich nie było...tragedia
-
2009/02/21 19:14:36
O bogowie, po raz pierwszy komentuje komentarz na własnym blogu!

W Cannes wygwizdano kiedyś "Przygodę" Antonioniego, a kilkadziesiąt lat później nagrodę główną przyznano "Fahrenheit 9/11", więc to żaden argument.
-
Gość: Keyser, *.chello.pl
2009/02/22 20:51:38
Farenheit...niestety, tak się kończy festiwal, kiedy przewodniczącym jury jest quentin tarantino. Poza tym chodziło tu o względu polityczne. Z Antonionim nie do końca jak z Medellin. Biografię kolumbijskiego mafiosa wygwizdali absolutnie wszyscy. Z Przygody wychodziły pojedyńcze osoby, a i tak dostała nagrodę jury....poproszę więc inne kontrargumenty mości pstrągu.
-
2009/02/24 16:33:39
Nie wiadomo kto wygwizdał biografię kolumbijskiego mafioza, wiadomo za to, że film został zakwalifikowany do głównego konkursu - ekipa przygotowująca Cannes musiała więc go wcześniej docenić. Wersji na temat przygody jest wiele, ale ja na przykład pamiętam tę o napisach na murach Cannes "Gdzie jest Anna?" widzów wkurzonych tym, że nie obejrzeli normalnego filmu.
Cannes ma problem zresztą nie tylko z Fahrenheitem 9/11 i Quentinem Tarantino (nagrodzono jeden z przeciętniejszych jego filmów). Pamiętajmy, że to festiwal na którym wyróżniono mocno przeciętne "Tańcząc w ciemnościach" i na siłę poprawnego "Pianistę". W glorii chwały z Cannes wyjeżdżał także Haneke za odrażającą "Pianistkę" i Ken Loach za zanowuż ledwie poprawny "Wiatr buszujący w jęczmieniu".
"Medellin" jest perokrotnie lepszy niż każdy z powyższych (łącznie z "Pulp Fiction") argument więc, że został wygwizdany i nie dostał nagrody jest bezsensowny. Wygwizdywano większych, a nagroda mu się należała bardziej niż innym.
Dziwi mnie za to, że nikt nie wyłapał oczywistej nieprawdy jaką napisałem o "Czasie apokalipsy" - humburgerowcy film docenili dając mu 2 Oskary i kolejnych 6 nominacji.
-
Gość: Keyser, *.chello.pl
2009/02/24 22:57:26
bo napisałeś "swojego czasu". Swojego czasu nie docenili Pulp Fiction czy Shawshank Redemption, ale po szale jaki te zrobiły na świecie przed oskarami sobie o nich przypomniano. Tak też zrozumiałem użyty przez ciebie zwrot. Z przygodą....no ludzie pisali na ścianach...wcześniej uciekali z kina jak jechał pociąg....a wyspiański wcale nie mógł się połapać w kinie, nic nie rozumiał, bo to narracja nie w jego stylu....nieodwracalne wygwizdano bo była 8 minutowa scena gwałtu analnego (co za debile wychodzą z kina, jak ktoś zapina Monicę Bellucci w dupę??) rozchodzi się więc o nową jakąś formę. Po Medellin kino opustoszało....po spotach było widać, że film jest jak CHE Soderbergha...ale o co my tu się kłócimy....kiedy nowy sezon Entourage??
Pzdr.
-
Gość: Keyser, *.chello.pl
2009/02/24 23:00:25
Swoją drogą (co mega mnie dziwi) trochę się czuję zaszczycony, że gdzies na jakimś blogu jakiś koleś po raz pierwszy wchodzi z dysputę z gościem dopiero kiedy jestem nim ja ;]
-
2009/03/03 18:35:48
Ja już chyba wyrosłam z etapu kiedy przyznawanie się do obciachu było obciachem i dzisiaj wszem i we wszem obwieszczam, że Titanica uwielbiam. A Twilight widziałam 13 razy. Tak, jestem wieśniarą i dobrze mi z tym.
-
2010/02/14 20:55:43
Nie martw się, też lubię "Mamma Mia!" a nie jestem gejem. Chyba.
Co robisz dziś wieczorem?
-
Gość: , *.xdsl.centertel.pl
2012/07/20 06:56:14
kompleks samczej dominacji ... stąd te walki, zabijanie w sobie wrażliwości by nie okazać słabości;a przecież jesteśmy tylko ludżmi
-
Gość: wstyd, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/23 23:28:36
Ostatnio oglądałem obcego 4 (ponoć wstyd jak chuj) po kilku latach zapomnienia i powiem, że to kawał świetnego filmu. Specyficzny pomysł artystyczny (może się nie podobać, mnie pasuje, przypomina 5 element), zamierzona kiczowatość, do dziś świetnie wyglądające efekty i NIESAMOWICIE!!! zrobiona scenografia pokazują, że nigdy animacja komputerowa nie przeskoczy dobrze nałożonej szpachli, tony lateksu i sylikonowej lalki elijena. Film jest naprawdę niezgorszy, a na widok hybrydy obcego z człowiekiem można zesrać się w gacie.

Za to największą moja hańbą jest avatar- film, który obejrzałem chyba 10 razy z rzędu. W zasadzie tyczy się avatara to samo, co tyczy się titanica, bo blockbustery camerona uderzają w te same tony. Ten film jest zrobiony z rzemieślniczą precyzją, więc mimo debilizmu ma w sobie tę cemronowską immersję, która słabsze dusze i umysły (jak u mnie) momentalnie oczarowuje.
-
2014/02/04 02:13:17
Tak, tak, tak! Zwłaszcza zagubieni w kosmosie, niesamowicie mi się spodobał, naprawdę. Chociaż tak coś czułem, że nie jest wybitnie ekstatycznie dobry, to... po prostu był cholernie dobry dla mnie. Dziękuję za to, że mogę być Subiektywnym Sobą ! >.<