statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Czy było mu przykro?

 

Pewnie, że było mu przykro, przecież powiedział, choć w zasadzie wybąkał, bo przecież ledwo stał na nogach, po tych kilkunastu browarach, które w siebie wlał, kiedy ona w końcu znalazła go, wymuszając u jego kumpli, by powiedzieli gdzie się zaszył, wybąkał, że mu kurewsko przykro, na co ona popłakała się, co kompletnie, dla niego nie miało sensu, bo przecież to jemu było przykro, kurewsko nawet, a nie jej, więc o co kurwa chodzi, to on płakać powinien. Cały aż kipiał tą przykrością, którą odczuwał, a przykro mu było z wielu powodów. Tybet bolał, mówił więc swoim, tak jak on najebanym, kumplom: „tybet mnie boli”, a oni kiwali smutno głowami ponad kieliszkami ciepłej wódki i zamyślali się nad smutnym, bezsensownym losem torturowanych tybetańskich mnichów, których oglądali czasem w tvn24 czy BBC jeżeli woleli telewizję anglojęzyczną, jak na przykład Gołąb, on wolał. Przykro mu też było przez Birmę, ale nie chciał im o tym opowiadać, bo to ból bardziej był intymny, jego własny, mocno się bowiem identyfikował z tragedią ludu birmańskiego odkąd obejrzał Rambo Cztery i spodobał mu się nawet, znaczy Sylwester już nie ten, ale dużo juchy na ekranie i w ogóle, olsdkulowe kino. Przykro mu się robiło jak pomyślał o Sudanie, znaczy się Darfurze, ale o tym nie mówił nikomu, bo to już mocno passe była przykrość, dawno przebrzmiała. Siedząc nad wódką poza Tybetem, opowiadał jeszcze o swoim nieudanym, straconym życiu, które również napawało go smutkiem, i o które w sumie mu chodziło, kiedy ona go znalazła, a on wybąkał, że mu kurewsko przykro. Bo z tym życiem to miał naprawdę przejebane, zwłaszcza ostatnio, zwłaszcza przez kobiety, chociaż on teraz częściej nazywał je zupełnie inaczej, o wiele gorzej, najczęściej na dź, ale czasem nawet na k, czy, boże uchowaj, na p. Najpierw to mu przykro było przez tą małolatę głupią, w zasadzie nawet nie dlatego, że go oszukała, okłamała i wychujała, bo szczerze mówiąc gówno go obchodziło, czy miała 16 jak mówiła, czy 13 jak krzyczał jej ojciec, goniąc go w klapkach po ulicy, podczas gdy on testował technikę zakładania spodni w biegu, przecież nie jest jakimś Akonem, żeby go po sądach targali, zresztą taką miała reputację w mieście, że żaden sąd go nie skaże, no chyba, żeby sędziemu zrobiła to samo co robiła jemu. W dupie więc miał jej wiek, problemy w gimnazjum, matkę alkoholiczkę i nadpobudliwego księdza, przykro mu się zrobiło, bo zdał sobie przez nią sprawę, że one wszystkie teraz takie są, że już nie znajdzie młodej, fajnej laski, bo to już zupełnie inne pokolenie, całkiem popierdolone, a jako, że wrażliwy był na takie sprawy, to żal mu było tego pokolenia – tych wszystkich dwunastoletnich dziewic wyśmiewanych przez rówieśników, tracących cnoty z kolegami w szkolnych ubikacjach, żal mu było, że one wszystkie już nie będą takie beznadziejnie pretensjonalne, jak bywały laski za jego młodości, że nikt się nie będzie starał, żeby je zaliczyć, bo one same wszystkim dajdzą i jeszcze podziękują. Przykro mu też było z powodu tej drugiej, starszej, bo wprawdzie wszystko się w końcu rozeszło po kościach, ale myślał, że może jednak, tym razem, coś z tego będzie, że kto wie, bogowie dadzą i oto spotka swoją drugą połówkę, ale nie, oczywiście, musiało się coś popierdolić, musiała być przeszkoda jakaś, nazywała się kurwa Stefan, kto dzisiaj nosi takie imiona, i miała pieprzone 30 lat i była jej cholernym mężem, bo głupia była i się pobrała młodo, bo czemu nie. Więc z nią też mu nie wyszło, i przykrość mu to sprawiło. Ale jak mówił jej, a właściwie bełkotał, że mu tak kurewsko przykro, to jednak przede wszystkim miał na myśli ją, znaczy się swoją byłą, obecną jeszcze i najprawdopodobniej przyszłą, że znowu im nie wyszło, i że ile można, i że on wprawdzie jest najebany, ale przecież wie jak to się wszystko skończy, bo zawsze kończyło się tak samo, ona się odkochiwała, a późnej znów go odnajdywała, bałamuciła i rzucała, i tak w kółko, i mu już przykro było, bo wiedział, że teraz jest na nią zły, ale w przyszłości znów się da nabrać, znów pomyśli, że się zmieniła, dorosła, że stało się w jej życiu cokolwiek, dzięki czemu można by powiedzieć, że zaczęła myśleć o innych, i znów się zgodzi, i znów się zawiedzie. Bo taki już jego pieprzony los, mówił sobie: „taki już mój pieprzony los”, a barman kiwał głową, bo choć go nie słuchał, to wiedział, że po takich tekstach trzeba pokiwać głową ze zrozumieniem, a pijany nie zorientuje się, że jest olewany. Taki już jego pieprzony los, bo był po prostu dobrym, kurwa naiwnym człowiekiem, który przejmował się Tybetem, Sudanem, Birmą i wszystkim nawet, bardzo był przejęty i zaangażowany, całym tym głodem na ziemi i nierównością społeczną i rasizmem i pedofilią i w ogóle dużo wiadomości tvn24 oglądał, bo lubił myśleć o sobie, że jest wrażliwy. I kiedy ona go w końcu znalazła, to wybełkotał, że mu przykro, kurewsko nawet, i że wszystkie jego marzenia, pragnienia są o kant dupy, bo wali mu się wszystko, bo życie nie ma sensu i dzieci w Sudanie- Darfurze umierają. A ona pozbierała go z tego pubu, bo już ludzie się z niego śmiali, zawsze śmiesznie wyglądał najebany, bardziej jak miś niż jak człowiek, dobrotliwy niedźwiadek, którego ma się ochotę przytulić, i zaprowadziła do swojego mieszkania, i położyła w wannie, a następnego rana rzuciła go oczywiście, zanim jeszcze wytrzeźwiał nawet, więc nazwał ją na dź, k i nawet p, a później poszedł do kibla, i zarzygał jej całą posadzkę, na złość, nie dlatego, że nie potrafi rzygać, przecież nie raz już rzygał, nie w takim stanie trafiał do sedesu, a później jeszcze odlał się do zlewu, bo jak mówi stare klingońskie powiedzenie: „zemsta najlepiej smakuje na zimno” dziwko.

środa, 07 maja 2008, taqwa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: