statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Ballada o Agacie #1

Moje pierwsze opowiadanie, które publikuje gdziekolwiek. Najdłuższy wpis na tym blogu ever (podzielony na trzy części ze względu na ograniczenia bloga). Najprawdopodniej nikt go nie przeczyta, ale pieprzy mnie to.



Ballada o Agacie


Dziewczyna na zdjęciu uśmiecha się promiennie swoimi drobnymi ustami – w jej uśmiechu jest coś niezwykłego, kiedy patrzę na zdjęcie mam wrażenie, że nie uśmiecha się do aparatu, ale konkretnie do mnie. Wiem, że jest szczęśliwa. Jest średniego wzrostu, opadające na ramiona, proste, ciemne włosy okalają jej twarz – ma niezwykle delikatne rysy. Obok niej stoi chłopak, przystojny, młody, pełen życia, czupryna kruczoczarnych włosów przesłania mu oczy. Obejmuje dziewczynę w pasie, przyciąga do siebie mocno. W tle majaczy wodospad Niagara. Chłopak nazywa się Jordan, dziewczyna to Agata. Mieli po 23 lata. To ostatnie zdjęcie Agaty. Została zastrzelona 10 grudnia 2007 roku.


Olsztyn


Olsztyn nie jest dużym miastem, niewiele się tu dzieje. Studentom rozrywki dostarczają chociaż kortowskie kluby. Licealiści nie mają jednak do nich wstępu.

- Agata zawsze była narwana, chciała żeby w jej życiu coś się działo, chciała żyć. - z Martą spotykam się w jednym z na wpół martwych olsztyńskich lokali, podobno wszystko ożywa w piątkowy wieczór, a na parkiecie pojawia się tańcząca młodzież, jednak trudno w to uwierzyć teraz, kiedy rozleniwiona barmanka spogląda na nas złowrogo, wściekła, że przyszliśmy i zakłócamy rutynę jej dnia. - Wiesz, tu wszystkie dzieciaki chcą coś ze sobą zrobić, wszyscy pragną być gdzie indziej, wyjechać. Zostać na UWM to najgorsza wiocha, chyba, że na weterynarii, bo ta jest dobra. Ale Agata marzyła zawsze o czymś więcej niż wyjazd z Olsztyna. Ona marzyła o prawdziwej ucieczce.


Dzieciństwo


Agata wychowała się na jednym z wielu olsztyńskich blokowisk. Te toporne, komunistyczne zbiorowiska, przypominających klocki budynków tworzyły specyficzny klimat, w którym wychowywała się pełna energii dziewczynka.

- Ona wszędzie była pierwsza - Marta zna Agatę od zawsze, mieszkały w tej samej klatce, wychowywały się na jednej ulicy, razem rozrabiały, poznawały chłopców, a później wkraczały w dorosłość. - Zawsze chciała, robić coś niesamowitego, wszystkie normalne zabawy wydawały jej się do niczego. Nie chciała bawić się w berka, chowanego, czy inne takie. Wymyślała własne projekty, tłumaczyła nam zasady, rysowała mapki, a później wygrywała wszystko, bo tylko ona wiedziała jak grać.

Blok, w którym mieszkała Agata i Marta stoi przy lesie, wystarczy przejść przez osiedlową ulicę, i już jest się pośród drzew. Lasek nie jest duży, przejście go zajmuje kilka minut, zaraz za nim rozpościera się pole. To tutaj dzieciaki z Pieczewa bawiły się najczęściej. Agata nie była grzecznym dzieckiem, zresztą żadne z nich nie było. Nuda blokowisk i siermiężna rzeczywistość zdychającego komunizmu sprawiały, że zabawy ledwie pięcioletnich dzieci wcale nie były zabawne. Okładanie się kijami, wymyślanie wyzwisk, zabawa w wojnę - w której pokonani musieli spełniać rozkazy zwycięzców. Nawet śmigus- dyngus był okazją do rozróby. Chyba nigdzie nie obchodzi się Lanego Poniedziałku tak jak na Pieczewie. Uzbrojone w wiadra pełne wody bandy krążą po dzielnicy nie oszczędzając nikogo, kilkuletnie dzieci u boku nastolatków atakują niewinnych przechodniów, samochody, autobusy. Wojna trwa przez cały dzień, czasami przedłuża się na następny. Brygady z różnych ulic toczą ze sobą wodne bitwy, rozkręcone hydranty tryskają, nikt, kto tego dnia wyjdzie na zewnątrz nie może liczyć na litość.

Na wszystkich zdjęciach z dzieciństwa Agata wygląda tak samo – roześmiana, nieduża dziewczynka, w którą z zafascynowaniem wpatrują się przyjaciele. Była pierwszą dziewczyną, którą jej kolega Marek widział nago. – Oczywiście to był jej pomysł, chciała wymienić się doświadczeniami, o tym co, kto, gdzie ma. Zaciągnęła mnie do lasku, rozebrała się i ode mnie zażądała tego samego. Z tego co wiem, jako dziecko namiętnie rozbierała się przed innymi dzieciakami.

- Miała bliznę na prawym przedramieniu – zdradza Marta – to przeze mnie. Kiedyś jeździłyśmy na rowerach, ona przewróciła się przede mną, a ja nie zdążyłam wyhamować, więc przejechałam jej po ręce. Fatalne rozcięcie. Najśmieszniejsze było to, że najbardziej przeraziły nas konsekwencje, byliśmy pewne, że rodzice nas ukarzą, strofowałam ją więc, żeby nie płakała i starałyśmy się jakoś same opatrzyć ranę.

Marek uśmiecha się wspominając tamte zabawy - Dzieciństwo na Pieczewie było prawdziwą szkołą przetrwania. Nie to, żeby ktoś nas lał i takie tam, ale trzeba było uważać, trzeba było być cwanym.

Marek, podobnie jak Agata i Marta, jest z rocznika 84. - To najlepszy z roczników, tylko o nas napisano dwie książki - śmieje się obecny student historii. Rozmowa z nim często zbacza na inne tematy, widać, że niechętnie mówi o koleżance. Zapytany wprost odpowiada – Nie do końca podoba mi się ta cała wrzawa. Ona miała problemy, poważne, ze sobą, z ludźmi. Wtedy nikt się nią nie przejmował, nikt nie pisał o niej reportaży, kiedy była zwykłą małolatą z problemami. A teraz proszę, panowie dziennikarze odwiedzają Pieczewo i wypytują o Agatę. Jak sam przyznaje znał ją kiepsko, ich drogi rozeszły się, kiedy mieli po kilkanaście lat, pokłócili się o coś, on już nie pamięta o co, a później Agata trafiła do złego towarzystwa. - Na krótko. Jej rodzice zorientowali się szybko co się święci, ale dla mnie to wystarczyło, już nigdy potem nie odbudowaliśmy kontaktów. Widywaliśmy się na ulicy, mówiliśmy sobie cześć, wymienialiśmy uprzejmymi pytaniami, ale sam wiesz jak jest.



Legendy Pieczewa


Złe towarzystwo Agaty to osiedlowa bandyterka, starsi chłopacy i dziewczyny, punkujący, poubierani w zniszczone ciuchy dziwacy o pomalowanych włosach. Handlujący narkotykami, bijący się ze skinami, nieprzewidywalni. Ścisłym dowództwem bandy było trzech chłopaków. Tworzyli legendę Pieczewa, elitę, wszyscy chcieli ich znać. - Najgroźniejszy był Dziabąg - wspomina Marek. - Nigdy nie wiadomo było co mu do łba strzeli. Kiedyś rzucił się na kanara w autobusie i ugryzł go w twarz. Innym razem podobno tak się naćpał, że zdemolował mieszkanie rodziców. Ale byli też inni.

- Ja się bałam Pienusa - Marta ożywia się, kiedy wspominam o chłopakach. - Chociaż chyba trochę się w nim kochałam. Wiesz, imponował wszystkim małolatom, miał dwadzieścia kilka lat, wszystko w dupie i mnóstwo narkotyków w organizmie. Był najspokojniejszy z nich wszystkich, taki powolny dryblas, który zawsze zastanowił się kilka razy zanim coś powiedział, podobno był bardzo zdolny, ale narkotyki zniszczyły mu mózg. Niby spokojny, ale jak wybuchł to nie wiadomo było gdzie się schować. Nawet Dziabąg się go wtedy bał. Wpadał w niemożliwą do opanowania furię, to się przydawało, gdy szli na rozróbę, podobno szanował go sam Dziesiona, najgroźniejszy skinhead w Olsztynie.

- Ale najfajniejszy był Maniek - Marek nie może przypomnieć sobie jego nazwiska. - Miał młodszego brata, który się z nami bawił, dlatego traktował nas normalnie. Był standartowym ćpunem, jaraczem trawy. Miał tak zjechany mózg, że czasami nie pamiętał poprzedniego dnia, mimo, że nic nie palił. Zawsze uśmiechnięty, wyluzowany, kupował nam wina marki Byk, którymi upijaliśmy się w lasku. Zawsze braliśmy dwa wina więcej, jedno dla Mańka, a drugie dlatego, że jedno zawsze się nam tłukło.

Marta posępnieje słysząc o Mańku. Wcale nie wydawał jej się sympatyczny. - To on wciągnął Agatę w tamto środowisko. Pieprzony zboczeniec. Miał dziewiętnaście lat, ona chyba trzynaście. Wpatrzona w niego jak w obrazek błagała go, by zabierał ją na ich imprezy. A on nie miał hamulców. Narkotyki, alkohol, seks, dla trzynastolatki to nieznany świat, Agata zanurzyła się w tym wszystkim bez opamiętania. podobno spała z całą trójką.

Marek - Podobno kiedyś zrobiła Pienusowi laskę w radiowozie, gdy suki wiozły ich na posterunek.

Marta - Podobno naćpała się kiedyś tak bardzo, że rzuciła się na matkę, myśląc, że ona chce ją skrzywdzić.

Marek - Słyszałem, że Maniek prosił ją, by spała z dilerami.

Marta - Kiedyś przyszła do szkoły tak pijana, że ledwie trzymała się na nogach. Posadziliśmy ją w ostatniej ławce, ale gorzałę czuć było w całej klasie. Nauczycielka nie chciała chyba zareagować, młoda była, nie wiedziała co zrobić, ale Agata w pewnym momencie wstała, podeszła do śmietnika i zwymiotowała do niego... A później straciła przytomość.

Marek – Kiedyś naćpany Maniek zobaczył Dziesionę, nie myśląc dużo podniósł cegłówkę i rzucił w niego przez ulicę. A trzeba wiedzieć, że było to pod aresztem na Piłsudskiego, najruchliwsza ulica w Olsztynie, samo centrum miasta. Oczywiście nie trafił, ale Dziesionie to wystarczyło, wraz z ziomkami urządził rajd na Pieczewo, pamiętam, że graliśmy wtedy w nogę za blokiem, wszyscy w naszym podartych koszulkach rockowych zespołów, a tu Dziesiona i jego banda zapieprzają prosto na nas. Żegnałem się już z życiem. Na szczęście celowali w Mańka. Pamiętam, że któryś z kumpli Dziesiony niósł zaostrzone grabki, takie normalne metalowe grabki ogrodowe, którymi dzieci bawią się w piaskownicy, a babcie porządkują grządki. Fakt, że można zrobić broń z tak codziennej rzeczy był dla mnie wstrząsem…

Marta – Najbardziej bałam się podczas tej rozróby z Dziesioną, Agata siedziała wtedy w mieszkaniu Mańka, wszyscy zaćpani, myślałam, że ich pozabiją. Ale na szczęście Pienus wpadł w jeden ze swoich szałów, otworzył drzwi, zobaczył brygadę i rzucił się jak dziki na Dziesionę. Skini zdębieli, nie wiedzieli chyba co robić, zaraz zresztą nadciągnęła punkowa artyleria – czyli wszyscy porąbani kumple Pienusa, Mańka i Dziabąga. Agata chyba nawet nie zorientowała się co się wtedy działo.

Marek - Gdyby nie jej rodzice nie wyszłaby z tego.

Mariusz „Maniek” Paczkowski został aresztowany w 2001 roku, za napad na sklep monopolowy. Nie było to jego pierwsze wykroczenie, sąd więc nie potraktował go łagodnie – Maniek spędził rok w więzieniu. Po wyjściu znalazł pracę w warsztacie samochodowym, dzisiaj jest szczęśliwym mężem córki swojego szefa i ojcem trzyletniej Iwony. Piotr „Pienus” Zapasiewicz przedawkował narkotyki w wigilię 2003 roku. Mieszkał w mieszkaniu wynajmowanym za pieniądze z handlu narkotykami, wraz z nim mieszkała jego szesnastoletnia dziewczyna, również narkomanka. Nie wiadomo co dzieje się z Grzegorzem „Dziabągiem” Dziabowikiem – na Pieczewie słuch o nim zaginął, po tym jak w 2002 roku okradł swojego przyjaciela Pienusa. Krążą legendy, że wyjechał do Holandii i żyje tam, całe dnie przesiadując w Coffee Barach i opowiadając pieczewskie historie. Inne podanie mówi, że widziano go w Bydgoszczy, gdzie na dworcu głównym sprzedawał gazety w kiosku. Są i tacy, którzy przyrzekają, że widzieli go w telewizji, jak podczas jednej z antyglobalistycznych demonstracji rzuca cegłówką w policję. Jego rodzice twierdzą, że mieszka w Warszawie, gdzie skończył kurs zawodowy i znalazł pracę w PKP, nie utrzymują z nim jednak kontaktu. Najciekawszą wersją legendy o Dziabągu jest ta, według której Grzegorz zamieszkał w podolsztyńskich lasach – podobno co pewien czas wychyla się z puszczy i kupuje marihuanę u zaufanego dilera, nie ma komórki, komputera, ani żadnego kontaktu ze światem, mieszka w szałasie, który sam zbudował, żywi się zaś tym co upoluje.
poniedziałek, 21 stycznia 2008, taqwa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: hava, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/22 01:01:14
Not bad, Man, not bad....
-
Gość: kluge, *.ols.vectranet.pl
2008/07/26 19:52:31
gowno prawda o tej baladzie .
pozdro pieczewo 88
-
Gość: g75, *.olsztyn.vectranet.pl
2009/04/17 18:10:57
pierdolnijcie sie w leb. oczernianie ludzi przez jebane cioty. za to musi byc kara. nie znacie dziabaga i ekipy to morda w kubel. frajerzy.